Kobiety Kijowa.

To nie będzie kolejna opowieść o Śląsku, mimo że to właśnie tutaj zaczyna ona swój bieg. To nie będzie również kolejna historia o wojnie na Ukrainie, mimo że będzie ona bezpośrednio dotykała tego tematu. To nie będzie tekst, który będzie wam przedstawiał jakieś racje, wnioski wyciągnięcie sami.

Historia, którą chcę wam tutaj streścić wydarzyła się naprawdę, dotyczy kilku kobiet poznanych przeze mnie w 2013 roku tuż przed wybuchem Majdanu. Kobiety te pozwoliły spojrzeć mi na cały konflikt rosyjsko-ukraiński z innej strony, pokazały że w całej tej wojnie ostatnie o co chodzi to Ukraina.

Był kwiecień 2013 roku, pewnie sobota, już nie pamiętam. Jak co tydzień w weekend wybierałem się ze znajomymi na Mariacką w Katowicach, ulica pełna pubów i klubów, mnóstwo ludzi, idealne miejsce na odreagowanie. To właśnie gdzieś tam ,w jednym z lokali, poznałem Tatianę, ładną 22 letnią brunetkę z Kijowa. Właściwie gdyby nie zimne i dzikie spojrzenie, tak charakterystyczne dla Rosjanek i Ukrainek oraz delikatnie wschodni akcent w życiu nie powiedziałbym, że nie jest Polką. Tym bardziej  więc byłem w szoku, gdy dowiedziałem się, że w Polsce przebywa raptem kilka miesięcy i jest to jej pierwszy związek z naszym krajem, bo naszą mowę opanowała do perfekcji. Tatiana przyjechała do Polski na studia. Studiowała na WSB-NLU w Nowym Sączu a mimo to wynajmowała mieszkanie w Katowicach, bo to stąd właśnie co kilka tygodni latała do rodzinnego Kijowa. Od razu podejrzanym wydawało mi się, że mieszkanka stolicy 45 milionowego kraju wybiera studia w kilkudziesięciotysięcznym miasteczku w Polsce, tym bardziej że umówmy się Nowy Sącz prędzej słynie z lodów Koral niż z uczelnianych tradycji. Jej odpowiedź była prosta, studia to sprawa drugorzędna,  istotą i celem jej wyjazdu była chęć posmakowania Zachodu, nie tylko  Polski , bo wiza studencka dawała jej możliwość podróżowania po całej Unii Europejskiej. Sama Tatiana nie należała do biednych osób, jej ojciec był lokalnym przedsiębiorcą, lecz zarabiał na tyle dobrze, że jej matka nie musiała pracować i dnie spędzała w domu. Wystarczało mu też na tyle, żeby opłacać jedynej córce studia i wynajem 2 mieszkań w Polsce (weekendowo w czasie zjazdów pomieszkiwała też w Nowym Sączu). Co ciekawe sam ojciec urodził się i wychował w Sankt Petersburgu w Rosji i to z tego miasta pochodziła cała jego rodzina. Tatiana więc była w połowie Rosjanką. Pamiętam do dzisiaj moje zdziwienie, gdy dowiedziałem się, że nie potrafi mówić po ukraińsku a jej rodzimym językiem jest rosyjski, moje zdziwienie było tym większe, gdy będąc już z nią w Kijowie na 3 tygodnie przed wybuchem Majdanu i poznając jej znajomych zorientowałem się, że dla większości Kijowian niezależnie od tego w jakim przedziale wiekowym się znajdują pierwszym językiem jest rosyjski. Co ciekawe ,a co również zauważyłem to to, że sama Ukraina mojej towarzyszce  Tatianie była obojętna. Wielokrotnie wspominała, że gdyby tylko była możliwość przedłużenia wizy ,a najlepiej zamienienia jej na pracowniczą (potrzebne zaproszenie do pracy) chętnie zostałaby w Polsce, bo tu podoba się jej o wiele bardziej. Gdy odbywał się mecz piłkarski w ramach eliminacji do MŚ Polska-Ukraina miała na sobie biało czerwony szalik i kibicowała zdecydowanie naszym. Nie interesowały ją nasze spory o Lwów ani polityka, jedyne o czym miała wiedzę to to ,że w październiku rząd ma rozpocząć proces akcesyjny Ukrainy od Unii Europejskiej. Była tym żywo zainteresowana.  Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że gdy kilka miesięcy później gdy kontakt nam się urwał zobaczyłem na Facebooku, że moja koleżanka jest żywo zaangażowana w Majdan, a z jej postów, udostępnionych zdjęć i komentarzy epatuje ogromny patriotyzm, to zgłupiałem. Do dzisiaj zadaję sobie pytanie, czy Tatiana tak naprawdę walczyła o niepodległość i wolność swojego kraju ,czy bardziej o swoją własną osobistą sprawę. Kim jest dzisiaj Tatiana? Jeśli jej konto na portalu społecznościowym nie kłamie poślubiła żołnierza, niestety ich małżeństwo nie przetrwało nawet 2 lat, gdyż z tego co mi wiadomo jej wybranek poległ w boju.

Yulye widziałem w sumie 2 razy. Poznałem ją dzięki Tatianie. Dziewczyny zakumplowały się ze sobą podczas jednego z lotów do Polski, później co jakiś czas spotykały się na kawę. Pierwszy raz spotkaliśmy się wspólnie gdzieś w połowie czerwca, Tatiana chciała pochwalić się swoim nowym kolegą z Polski. Moim pierwszym zaskoczeniem było miejsce spotkania. Bodajże najdroższa knajpa w Chorzowie ,gdzie zwykła sałatka z kurczakiem kosztuje ponad 35zł. Drugi szok przeżyłem ,gdy zobaczyłem, że owa koleżanka podjeżdża Porsche Cayenne. Po dłuższej całkiem przyjemnej rozmowie dowiedziałem się, że ta nomen omen piękna kobieta ma ponad 40 lat i  18 letniego syna. Yulya w Kijowie była prawniczką, miała męża i dziecko, kiedyś będąc w Polsce poznała pewnego biznesmena, rzuciła dla niego swojego ówczesnego męża i przeprowadziła się do Polski, porzucając od razu swoją karierę prawniczą. W 2013 roku była już  po ślubie z naszym polskim biznesmenem, mieszkali w ogromnym domu pod Częstochową, a Yulya zrzekła się swojego ukraińskiego paszportu na rzecz polskiego (czyt. unijnego obywatelstwa). Oczywiście od razu ta wielka miłość z naszym rodakiem wydała mi się podejrzana, dowód prawidłowości swojego toku myślenia dostałem podczas 2 spotkania, gdzie ów mąż odbierał nas z lotniska, czuć było w powietrzu oschłość, dystans między tą dwójką ale na pewno nie miłość.

Olya to koleżanka Tatiany z uczelni w Nowym Sączu. Kolejna zdolna dziewczyna, która zamieniła renomowaną kijowską uczelnię oraz płatny staż w jednej z stołecznych agencji reklamowych na rzecz nieznanej polskiej szkoły. Dziewczyna ta zawsze była fanką podróży, pamiętam jak wspominała, że marzy o wycieczce do USA, opowiadała o Barcelonie czy Mediolanie, w których zdążyła być jako studentka WSB-NLU. Po powrocie do macierzy żywo uczestniczyła w wydarzeniach na Majdanie. Dzisiaj równie mocno wspiera Ukrainę jednak tylko duchowo. Na co dzień mieszka w Dubaju, chyba że akurat jest w kolejnej podróży (w tym roku odwiedziła już Gruzję i Egipt).

Ten tekst mógłby być bogatszy o jeszcze kilka postaci z podobnym życiorysem, które spotkałem na swojej drodze już w samym Kijowie na 3 tygodnie przed wybuchem rewolucji ukraińskiej. O dziwo miasto wtedy żyło własnym życiem, nie przypominało miejsca gdzie za kilka tygodni miały wybuchnąć krwawe zamieszki. Ci sami młodzi ludzie, którzy potem tak zażarcie krzyczeli o wolnej Ukrainie i epatowali swoim niezadowoleniem, 3 tygodnie wcześniej bawili się ze mną w stołecznych klubach, jedli sushi i pili szampana.  Ich status społeczny kłócił się z utrwalanym w mediach wizerunkiem biednego Ukraińca. Ich chęć wyjechania za granicę na zachód nie zgadzał mi się z pokazywanym wszędzie patriotyzmem. W końcu ich mowa i rosyjskie korzenie kontrastowały z tą niechęcią do Rosjan.

 

 

 

 

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Kobiety Kijowa.

  1. nic nowego. znajomy Ukrainiec z Chersonia mieszkający w Polsce, mówił mi kiedyś z przekonaniem, że jego pierwszym językiem jest rosyjski, drugim polski a trzecim ewentualnie ukraiński. język , którym najwyraźniej gardził twierdząc, że za Sojuza jakoby mówić po ukraińsku było raczej wstyd. przynajmniej na wschodzie i południu.

    Lubię to

  2. w moim otoczeniu jest kilka ukrainek, łączy je jedno – są strasznie pazerne na pieniądze. Generlanie sporo banderowców kręci się po ulicach Warszawy.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s