Umierające miasto Hipokratesa.

Pierwszy raz na Kos byłem na początku września 2014 roku. Był to czas kiedy nikt nie słyszał o wojnie w Syrii a tym bardziej o budzących tak skrajnie różne odczucia uchodźcach.

Samą wyspę zapamiętałem przyjaźnie,  nie raz zdarzyło mi się już wcześniej być w Grecji to co odróżniało Kos od pozostałych miejsc to wręcz niewyobrażalny spokój. Hotel w którym zameldowany byłem wraz z moimi przyjaciółmi znajdował się około 6 kilometrów od stolicy, miasta Kos. Skutkiem tego były dość długie spacery podczas których napawałem się ciszą, spokojem i górzystym krajobrazem, były takie momenty gdy wydawało nam się, że w okolicy kilku kilometrów jesteśmy jedynymi ludźmi, perspektywa tak samo przerażająca jak ekscytująca.

kos3

Kos jako miasto witało na wstępie każdego gościa starożytnymi reliktami. Z jednej strony antyczny amfiteatr z drugiej resztki domostw i świątyń. Imponujący widok przenoszący każdego znajdującego się tam o kilka tysięcy lat do tyłu. Dopiero w tym miejscu dało się odczuć, jak popularne to dla turystów miejsce. Z pobliskiego dworca autobusowego non stop wylewało się morze ludzi z aparatami.

kos2

Centrum miasta Hipokratesa to mieszanka muzułmańsko- grecka. Pewnie wpływ na to miało prawie 400 letnie panowanie w tym miejscu Turków. W centralnym punkcie znajduje się ogromny meczet, zaraz obok sporych rozmiarów maszt z flagą Grecji. Widok tylko na początku szokujący. Kilkadziesiąt metrów dalej na szczycie dumnie pięło się drzewo Hipokratesa z źródełkiem w którym każdy moczył ręce tylko chyba dla zasady, choć legenda głosi że ta woda uzdrawia. Wystarczy podejść do barierek kilka metrów w bok by zachwycić się widokiem. Piękna czysta plaża, molo przy którym stoją jachty milionerów a obok ogromne statki wycieczkowe mogące pomieścić kilka tysięcy pasażerów. Mimo tego, nie czuć tłoku, miasto to żyje zdecydowanie bardziej w tempie Ciechocinka niż Gdańska. Nawet brakuje pijanych Brytoli tak popularnych przecież w całej Grecji.

kos1

Gdy więc w tym roku wracałem w to miejsce, spodziewałem się zmian, wiedziałem o uchodźcach którzy mieli na tej wyspie swoje obozy. To co jednak zobaczyłem przerosło moje wszelkie wyobrażenia.

Już na wstępie na lotnisku oprócz standardowej straży granicznej można było zobaczyć w pełni uzbrojone oddziały policji. Sama podróż do hotelu, która trwała ok. 20 minut dostarczyła mi widoku takiej ilości opancerzonych wozów bojowych mijających nas po drodze ilu nie widziałem w całym swoim życiu (a wychowałem się 20 km od fabryki Rosomaków).

kos4

Hotel ten sam co poprzednio, mimo że wciąż tak samo kameralny i urokliwy przygnębiał. Przy barze siedziało raptem kilka osób, leżaki o które 2 lata wcześniej pobiliśmy się prawie z współlokatorami z Czech, stały puste. Nico, opiekun hotelu nie tryskał już taką energią jak wcześniej, choć ewidentnie ucieszył się na nasz widok. Po krótkiej rozmowie zrozumiałem jego rozgoryczenie. Mimo, że wioska znajdowała się na uboczu i raczej nikt nie musiał się martwić tutaj o swoje bezpieczeństwo liczba gości zmalała 3 krotnie.

To co jednak mnie najbardziej zaskoczyło zdarzyło się dzień później . Idąc swoimi śladami postanowiliśmy znowu odbyć spacer do Kos. Tym razem jednak nie było mowy o samotnej wędrówce. Co chwilę mijały nas kilkuosobowe grupki ludzi o arabskich rysach twarzy. Niektórzy zachowywali się tak jakby nas nie zauważali, inni byli bardziej bezpośredni podchodząc i prosząc o pieniądze.

W centrum miasta, harmonię zastąpił chaos, próżno szukać jakiegokolwiek jachtu, plaże i ławki przepełnione imigrantami, którzy stworzyli tam swoje małe legowiska.

kos5

 

kos6

 

v2-Migrants-Kos5

 

Czystością ulic też bliżej do Egiptu niż Europy. Nawet idąc na ulicę handlową, wydaje się jakby cały handel upadł. Dopiero zbliżając się do witryny jednego ze sklepów można zauważyć, że  cały towar znajduje się wewnątrz. Na moje pytanie skąd taka słaba ekspozycja słyszę odpowiedź:

Kradzieże teraz stały się nagminne, znalezienie winowajcy jest praktycznie niemożliwe. Policja w większości zbywa takie przypadki.

Pozostałe 6 dni urlopu spędziłem w hotelu, kontrast obu tych wypraw był tak ogromny, że pozostało go zdusić porządną dawką alkoholu. Przy powrocie Nico zapraszał nas jak zawsze za rok. Odpowiedziałem mu,  że  chętnie jak tylko znajdzie się ktoś na miarę Hipokratesa kto będzie potrafił uzdrowić tą wyspę…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s